-Agu... Agu.... Obudź się-powiedziałam tak głośno jak tylko mogłam.
-Co się stało?-odpowiedziała leniwie się przeciągając.
-Telefon ci dzwoni.... To chyba chłopaki...-powiedziałam i znów rzuciłam się na dmuchany materac.
-To twój geniuszu. Odbierz, bo się zaraz rozłączą-patrzyła na mnie uważnie.
Wzięłam do ręki komórkę. Potrzebowałam sekundy żeby się rozbudzić na tyle, żebym była w stanie odebrać.
-Halo?-powiedziałam do słuchawki zaspanym głosem.
-No heeeej - Usłyszałam po drugiej stronie szczęśliwy głos Huberta - Wstawajcie! Jesteśmy na pętli. Właśnie wysiedliśmy z autobusu. Wyszykujcie się a my tu na was czekamy. Pójdziemy może jeszcze coś zjeść. Zadzwońcie jak będziecie w drodze.
-To nam chyba trochę zajmie - odpowiedziałam bez zastanowienia.
-Macie godzinę.
-Ale... - nie zdążyłam dokończyć.
Rzuciłam telefon na łóżko.
-Coś mi się wydaję... Że powinnyśmy wstać - zwróciłam się do przyjaciółki.
-Jebać - odpowiedziała przewracając się na drugi bok. - Ja się jeszcze nie wyspałam.
-Ale oni już tam na nas czekają-wyszeptałam, bo ledwo co miałam siłę mówić.
-Jak to?! - Od razu usiadła na łóżku i wpatrywała się we mnie wytrzeszczonymi oczami. - Która jest godzina? - Zaczęła szukać telefonu.
-Siódma czterdzieści-odpowiedziałam.
-Ale mieli być na dziewiątą!
-Na ósmą.... Tak dokładniej... A my mamy za sobą całe 3 godziny snu...
-A przed sobą cały dzień kaca - powiedziała wybuchając śmiechem, którym od razu mnie zaraziła.
-Jakoś to będzie... - wstałam z materaca - mówiłaś coś, że kupowałaś jakiś nowy eyeliner? - spojrzałam na nią z uśmiechem na twarzy.
-Leży na komodzie w łazience. Tej pod oknem - odwzajemniła uśmiech.
-Dzięki - podeszłam do drzwi i złapałam za skrzypiącą klamkę.
Szłam po drewnianej podłodze do białych przesuwnych drzwi. Ale to nie one prowadziły do łazienki, tylko te obok. Dokładnie takie same jak do pokoju Agaty. Otworzyłam je i zostawiłam otwarte czekając na przyjście przyjaciółki. Podeszłam do białej komody z pięcioma szufladami i jak zwykle wyjrzałam przez duże okno. Chwyciłam kosmetyk i zabrałam się za poranną toaletę. Uczesałam włosy, potem razem z Agą myłyśmy zęby przy okazji śmiejąc z naszych głupich min i nakładając pastę tak, że pół tubki wylądowało na podłodze. Na końcu przyszedł czas na makijaż.
-Nie wiem w co się ubrać - zaczęłam marudzić. - A z resztą. Nie ważne - złapałam w rękę szary stanik, dżinsową koszulę i czarne rurki. - Idę się przebrać zaraz wracam - powiedziałam ponownie wychodząc do łazienki.
Ledwo zdążyłam wejść przebrana do pokoju jak znowu usłyszałam piosenkę "Take me to church" dochodzącą z mojego telefonu. Spojrzałam na zegarek.
-Cholera-wymamrotałam-chłopaki dzwonią, a jest już dziewiąta-spojrzałam na przyjaciółkę.
-Okej. W takim razie ty odbierz a ja robię hałas.
-Dobra - prychnęłam. - Halo?! - powiedziałam, a sekundę później usłyszałam za sobą "Czzzzzzszzzzzyyyyyy" i ledwo powstrzymując wybuch śmiechu dodałam - my już jedziemy, będziemy za jakieś 15 może 20 minut.
-Okej. Czekamy w Maku - odpowiedział Kacper.
-No to pa - rozłączyłam się nie czekając na odpowiedź. -Co to było? - Nie mogłam pohamować śmiechu.
-Hałas z autobusu -chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w kierunku drzwi. Zbiegłyśmy po schodach i weszłyśmy do kuchni. - Robimy kawę do jednego kubka czy w dwóch? - Zwróciła się do mnie wyciągając z szafki kubek termiczny.
-Do jednego. Ja od ciebie upiję tylko troszkę.
-Tak jasne. Tak jak zwykle - zaśmiała się.
Otworzyłyśmy przesuwne drzwi szafy i założyłyśmy na siebie kurtki.
-Jeszcze tylko skoczę do toalety - rzuciła Agata podczas gdy ja zakładałam buty.
Ledwo zdążyła zamknąć za sobą drzwi łazienki jak usłyszałam za sobą zaspany głos jej mamy.
-Wychodzicie gdzieś?
-Tak, jesteśmy umówione ze znajomymi - powiedziałam uśmiechając się.
-Tak wcześnie?
-Tak jakoś wyszło.
-Daleko jedziecie?
-Nie tylko na pętle - Jej córka wyszła z toalety.
-Dobrze, ale wróćcie niedługo - odwróciła się na pięcie i wróciła do sypialni.
Bez słowa zabrałyśmy potrzebne rzeczy i wyszłyśmy nawet nie zamykając za sobą domu na klucz. Szłyśmy teraz prostym, ciemnym chodniczkiem. Gdzieniegdzie były kałuże, a niebo było zasnute ciemnymi chmurami.
-Strasznie ponuro dziś na dworze - odezwałam się.
-I zimno - dodała.
-Mam nadzieję, że nie będziemy musiały zbyt długo czekać na autobus.
-Ja też. Inaczej chyba zamarznę na przystanku - przycisnęła guzik przy przejściu dla pieszych. - Sprawdź ile czasu minęło od kiedy gadałyśmy z chłopakami.
Wyjęłam z kieszeni kurtki telefon i sprawdziłam historię połączeń.
-Dwadzieścia minut temu - spojrzałam na nią.
-Ale korki są dzisiaj.... - powiedziała znów się uśmiechając.
-A poza tym była awaria autobusu.... - dodałam i odwzajemniłam uśmiech. W tym samym momencie zmieniły się światła i poszłyśmy na przystanek. - Co tam jedzie?
-Chyba możemy tym jechać. Wsiadamy?
-Nie zamierzam stać na tym mrozie ani minuty dłużej.
***
Wysiadłyśmy na przystanku poprzedzającym pętlę i od razu zobaczyłyśmy chłopaków przy stole w restauracji. Napiłyśmy się po łyku kawy i weszłyśmy do środka.
-Hej-powiedziałyśmy w tym samym momencie i usiadłyśmy na wolnych miejscach.
-Cześć - powitał nas Kacper, a jego wzrok od razu utkwił na Agacie.
-Cześć - dołączył się Hubert. Po jego minie było widać, że nie był zadowolony. - Czemu musieliśmy na was tak długo czekać.
-Korki były - odpowiedziałam szybko.
-I w ogóle kierowca wiesz.... - dodała pośpiesznie moja przyjaciółka.
-Była awaria autobusu i musiałyśmy czekać na następny, a do przystanku miałyśmy trochę drogi - wymyśliłam na poczekaniu.
-Dobra. Jasne - powiedział ze złością w oczach.
-O nie - jęknęła Agu. - Kawa nam się skończyła - spojrzała na mnie tak samo rozbawionym wzrokiem co zwykle. Sięgnęła do torebki i wyjęła z niej portfel. - Idę kupić. Ktoś idzie ze mną?
-Dobra choć - wstałam i pociągnęłam ją za rękę.
Podczas, gdy składała zamówienie ja zerkałam za siebie żeby zobaczyć co robią chłopaki. Siedzieli cały czas robiąc coś na telefonach jakby nasza nieobecność nie robiła im różnicy. Poczekałyśmy jeszcze chwilę rozmawiając na jakiś mało istotny temat, a kilka sekund później odebrałyśmy napój. Wróciłyśmy do swojego stolika. Spojrzałam na Huberta i nie wiedziałam czego mogę się dziś po nim spodziewać.
-Wiecie jak nas wystraszyliście i chyba nawet bardziej zdenerwowaliście wczoraj? - przerwałam ciszę.
-Czym?-rzucił na odczepnego Hubert.
-Na sylwestra mieliście przyjechać i nie przyjechaliście. Wczoraj cały dzień nam gadaliście, że przyjedziecie potem na powiedzieliście, że jednak nie i dopiero około 22 stwierdziliście, że żartowaliście i możecie. Wiecie jak byłyśmy na was strasznie złe nawet po tym jak powiedzieliście, że będziecie.
-Aha... Ale wy zrobiłyście to samo. Przecież impreza sylwestrowa miała być u ciebie, a 3 dni przed powiedziałyście, że zagadałyście się w sklepie i rodzice Agi się nie zgadzają. A potem jeszcze powiedziałaś, że do niej jedziesz.
-Wy nie chcieliście przyjechać.
-Nie nie chcieliśmy tylko nie mogliśmy - powiedział stanowczo. Spojrzałam na Agatę i Kacpra. Przyglądali nam się zaskoczeni.
-Dobra nie ważne skończmy już ten temat. Agu co z tą baterią do elektryka?
-No musimy pojechać do sklepu, bo muszę ją dokupić.
-To co idziemy? Wypiłaś już kawę?
-Już dawno - założyła szalik i wzięła do ręki czapkę. - Wychodzimy.
Dotarliśmy na przystanek tramwajowy i wsieliśmy do pierwszego, który podjechał. Rozejrzałam się dookoła.
-Okej. Ma ktoś bilet? - Zapytałam ściszonym głosem.
-Ja mam kartę miejską - odezwała się nasza kumpela.
-No a my musimy uważać - odezwał się Kacper.
-Widzicie tu kogoś ubranego na czarno kto nie kasuje biletu? Bo ja nie. Możemy jechać spokojnie. Chyba...
Przez całą podróż siedzieliśmy praktycznie w milczeniu. Tylko czasem ja z Agą pokazywałyśmy sobie zdjęcie sprzed 2 dni i wspomniałyśmy jak to było wspaniale.
-Ej nie powinniśmy tuta wysiąść? - Zapytałam rozglądając się dookoła.
-Już jesteśmy tutaj? - Agata się wychyliła. - Wysiadamy.
Przeszliśmy skrzyżowanie i znaleźliśmy się na bazarze. Jak zwykle rozstawione było mnóstwo budek z najróżniejszymi rzeczami, a na wąskim przejściu roiło się od przechodniów. Przeszliśmy praktycznie całą alejkę kiedy Aga weszła do jednej z budek.